

Przed 1990 rokiem, gdy Polacy nie mieli zaufania do naszego polskiego złotego, niemal każda polska rodzina kupowała „bardziej pewne” dolary USA. Jak mówili ekonomiści – miała miejsce dolaryzacja polskiej gospodarki. Ci, którzy na początku lat 90-tych nie uwierzyli w powrót złotego do zdrowia i nie pozbyli się odpowiednio wcześnie dolarów, boleśnie odczuli na własnej skórze, co oznacza ryzyko walutowe.
Kto w 1989 roku kupił 30 dolarów USA, musiał wydać na to – według ówczesnego kursu rynkowego - równowartość przeciętnej, ówczesnej miesięcznej pensji w złotych. Jeśli te dolary trzymał w bieliźniarce do dziś i dopiero teraz sprzeda je w kantorze, dostanie 80 złotych. Mówiąc w uproszczeniu – dostanie za nie 36 razy mniej, bo dziś przeciętna pensja w Polsce wynosi około 1 tysiąca dolarów USA.
Po takich bolesnych doświadczeniach większość Polaków nie trzyma już oszczędności w walutach obcych. Ale to wcale nie znaczy, że nie jesteśmy narażeni na ryzyko walutowe.
Obecnie Polska gospodarka należy do otwartych na świat, a kurs złotego jest płynny, ustalany przez rynek. Zmiany kursu bywają zaskakujące – jednym przynoszą zysk, innym stratę.
W największym stopniu na ryzyko kursowe wystawieni są przedsiębiorcy. Właściciel firmy, który zawarł umowę na dostawę z Polski do Niemiec jednej tony jabłek za kwotę 1 tysiąc euro, w momencie gdy 1 euro kosztowało 4 złote, liczył, że otrzyma tym samym 4 tysiące złotych. Rolnikom musi z tego zapłacić 3,6 tys., dla niego zostałoby więc 400 złotych. Ale gdyby jesienią euro kosztowało - załóżmy - już tylko 3,50 zł, jego przychód wyniesie 3500 złotych, więc po opłaceniu polskich rolników nasz handlowiec nie dość, że nie będzie miał zysku, to poniesie stratę w wysokości 100 złotych.
Na duże ryzyko wystawieni są też ci, którzy pobrali kredyty w walutach obcych. Osoba, która wzięłaby kredyt w wysokości 100 tysięcy dolarów USA, w momencie, gdy dolar wart jest 2,7 złotego, jest obarczona długiem w wysokości 270 tys. złotych. Gdy jednak miesiąc później kurs złotego do dolara będzie wynosił na przykład 3 złote, dług sięgałby już 300 tysięcy złotych i odpowiednio wzrosłyby raty do spłacenia. Duża część Polaków narażona jest na ten problem po zasięgnięciu kredytu hipotecznego we frankach szwajcarskich. Na szczęście polski złoty jest silny i póki co już od dłuższego czasu obserwujemy jego aprecjację w stosunku do franka, czyli inaczej mówiąc – za jednego franka szwajcarskiego płacimy coraz mniej złotych.
Bezpośrednio na ryzyko kursowe wystawieni są wszyscy ci, którzy muszą dokonywać wymiany złotych na walutę obcą lub odwrotnie, a więc np. osoby wybierające się za granicę na wakacje. Pośrednio zaś wszyscy ci, którzy odkładają pieniądze na zakup jakiegoś towaru z importu.
Są sposoby ograniczania ryzyka kursowego. W przypadku Polski najlepszym byłoby przyjęcie przez nasz kraj wspólnej waluty euro, bo w tej walucie rozliczamy dziś zdecydowaną większość naszego handlu zagranicznego.
-
Co należy rozważyć zakładając własną firmę?
-
Zadłużanie się państwa
-
Nie warto oszczędzać na dobrej edukacji
-
Komu banki mogą pożyczać pieniądze?
-
Czym jest deficyt i dlaczego może być groźny dla mnie i dla państwa?
-
Spóźniam się z zapłatą kredytu
-
Przewalutowuję kredyt
-
Trafiam na czarną listę kredytobiorców
-
Ukryte koszty kredytów hipotecznych
-
Pułapki „szybkiej” gotówki w firmie pożyczkowej
-
Kredytowe pułapki, czyli kredyty „zero” procent
-
Zamieniam wiele kredytów na jeden
-
Pożyczki gotówkowe od ręki
-
Biorę kredyt na studia
-
Planuję kupić dom lub mieszkanie
-
Kupuję mieszkanie na kredyt
-
Kiedy warto pomyśleć o kredycie?
-
Wniosek o kredyt
-
Kupuję używany samochód na raty
-
Stracę czy zarobię na podwyżce stóp procentowych?
-
Karta kredytowa – zadłużenie trzeba spłacać
-
Koszt kredytu a wysokość stóp procentowych
-
Jakie czynniki wpływają na cenę kredytu?
-
Zakładam firmę
-
Funkcja banku jako pośrednika
-
Szukam finansowania działalności gospodarczej


do góry






