Moje finanseNasze finanseFinanse rodzinne

Uruchamiam moje pieniądze

Inwestycje na rynku kapitałowym nie wymagają dostarczenia gotówki w fizycznej postaci – to już standard naszych lat. Podpisując umowę czy to na otwarcie rachunku maklerskiego, czy to rejestru funduszy inwestycyjnych, otrzymujemy po prostu numer konta, na który należy przesłać przelew.

Pieniądze, które wyślemy do biura maklerskiego na ogół dostępne są tego samego dnia – jeśli przelew wysłany jest rano – w którym je wysłaliśmy i już po południu można dokonać pierwszych transakcji.

Nieco inaczej ma się sprawa z funduszami. Przesłane pieniądze nie od razu są inwestowane. TFI najpierw ustala wartość jednostki uczestnictwa, którą zamierzamy nabyć, przy czym to ustalenie nie ma na ogół charakteru “on-line”. Na przykład dopiero we wtorek dowiadujemy się jaka była wartość jednostki w poniedziałek po zakończeniu notowań giełdowych. W dodatku niektóre z funduszy ustalają wartość jednostki nie na koniec dnia, ale np. w południe danego dnia. Dlatego, nawet jeśli wyślemy pieniądze np. w poniedziałek, to najpewniej dopiero w środę zostaną nam zapisane w rejestrze jednostki kupionego funduszu inwestycyjnego, wedle ich wartości z wtorku wieczorem. Analogicznie – pewne opóźnienia zdarzą się, kiedy pieniądze będziemy z funduszu wycofywać. I jedna uwaga – bez względu na rekomendowany czas inwestycji (np. pięć lat w fundusz akcji), nasze pieniądze są dostępne zawsze – minie kilka dni, nim dostaniemy je  z powrotem na konto, ale nie ma obowiązku utrzymania inwestycji przez zakładany wcześniej okres. Chyba, że zdecydujemy się podpisać stosowną umowę.

Inwestując na giełdzie – ze względu na koszt prowadzenia rachunku i prowizje maklerskie – inwestowanie należy rozpocząć po zgromadzeniu kwoty nie mniejszej niż kilka tysięcy złotych (wystarczą dwa, czasam nawet tysiąc). Przy mniejszych sumach będzie to po prostu nieopłacalne – nawet wysoki zysk zostanie “zjedzony” przez prowizje i opłaty.

Przy inwestowaniu w fundusze nie ma takich wymogów. Pierwsze wpłaty są przyjmowane zwykle już od kilkuset złotych, kolejne od 100 PLN. Przy jednorazowej wpłacie większej sumy (kilku lub nawet kilkuset tysięcy złotych) można uzyskać upusty w postaci niższej opłaty prowizyjnej, a w okresach promocyjnych, można w ogóle wpłacać pieniądze bez dodatkowych opłat.

Analizuję sytuację giełdową

Ilu inwestorów tyle poglądów na temat danej sytuacji na giełdzie. Wzrośnie czy spadnie? – to pytanie pojawia się każdego dnia w milionach głów inwestorów na całym świecie. A każda odpowiedź może być inna, poparta innymi argumentami. Jak więc udzielić poprawnej odpowiedzi?

Po pierwsze jej podstawą powinny być liczby i suche fakty, a nie opinie innych ludzi, analityków czy specjalistów. Oni wszyscy poddają się pewnym emocjom.
Przy analizie długoterminowej istotne są liczby oraz ich prawidłowa interpretacja. Przy czym sam kurs akcji, czy wartość jednostki to ostatnia liczba, którą warto się przejmować – o ile inwestujemy długoterminowo.

W przypadku samodzielnych inwestycji giełdowych, najważniejszą analizą, którą trzeba przeprowadzać systematycznie i samodzielnie, to uważne czytanie raportów kwartalnych spółek (zawierają kwartalne zestawienia wyników). To z nich dowiemy się, czy spółki z naszego portfela stale poprawiają wyniki, przychody ze sprzedaży, marże i zyski. Z nich dowiemy się jak sytuację ocenia zarząd spółki, jakie są jego przewidywania, co do rozwoju sytuacji. Innym obszarem analiz są liczby makroekonomiczne – na ich postawie, możemy domyślać się, jakie perspektywy stoją przed naszymi spółkami. Czy będą miały szanse skorzystać np. z rosnącej sprzedaży detalicznej i dochodów Polaków, czy może wręcz przeciwnie – stają się ofiarami wysokiego kursu złotego, który ogranicza marże eksporterów? W trzeciej kolejności możemy skupić się na analizowaniu zachowań innych inwestorów, który obrazuje kurs spółek czy wartość indeksów. Możemy wykorzystać strach obecny na rynku do tańszego kupna akcji wartościowych spółek, o dobrych perspektywach. Możemy także wykorzystać euforię do sprzedawania akcji po wyższych niż zazwyczaj cenach. Możemy także tymi zmianami kursów się nie przejmować, a skupiać się na wynikach spółek, bo to od nich zależy w największym stopniu wartość akcji w długim terminie.

W przypadku inwestycji pośredniej – czyli przez fundusz inwestycyjny – nie znamy poszczególnych składowych jego portfela. Pozostaje nam analiza czynników makroekonomicznych na bardzo ogólnym poziomie. Czy gospodarka rozwija się na tyle, że warto trzymać pieniądze w funduszu akcji? Czy kursy akcji już zdyskontowały (zawarły w cenach) przewidywania dotyczące przyszłości? No i zajmowanie się spekulacjami na temat tego, co zrobią inni inwestorzy, lecz jeśli nie jest to analiza długoterminowa, nie warto przywiązywać zbyt wielkiej wagi do niej. Bowiem nawet w okresie hossy zdarzą się tygodnie, w czasie których akcje będą spadały – co nie musi jeszcze oznaczać zakończenia hossy. Analogicznie także w okresie bessy (kilkanaście miesięcy spadków), trafią się okresy wzrostu indeksów, które nie będą niczym innym niż prostym odreagowaniem wcześniejszych zniżek i nie powinny zmieniać nastawienia do rynku wśród długoterminowych inwestorów.

powrót drukuj