Dziennik eksperta

Raty zero procent – jak nie dać się nabrać

Dodano: Śr, 21.11.2007

Przyznaję, uległem w końcu i dałem się namówić rodzinie na kupno telewizora z płaskim ekranem. Ponieważ w każdej sieci salonów ze sprzętem RTV wybór telewizorów jest podobny, podobne są też ich ceny, postanowiłem, że kupię go w tym salonie, który zaoferuje mi najkorzystniejszy kredyt ratalny. Pierwsza sieć oferowała kredyt znanego banku oprocentowany jednak na 11 procent. Druga reklamowała się często spotykanym sloganem: raty zero procent. Wiadomo, że do reklam nie można mieć pełnego zaufania. Czytałem skargi klientów, którzy twierdzili, że choć raty były na zero procent, to potem okazało się, że muszą wnieść jakieś opłaty dodatkowe.

Dlatego najpierw poprosiłem miłą panią w stoisku kredytowym o wzór umowy kredytu. Niestety – niektóre banki wciąż komplikują nam życie i od czytania długich umów napisanych prawniczym żargonem szybko rozbolały mnie oczy. Zapytałem więc miłą panią wprost: czy ten kredyt obciążony jest jakąkolwiek prowizją bądź inną opłatą na rzecz banku. Pani przyrzekła mi, że nie. Zaczęliśmy więc wypełniać umowę kredytową, gdy miła Pani rzuciła od niechcenia: tu jest deklaracja wykupienia ubezpieczenia kredytu.

A ile to kosztuje, miało przecież nie być żadnych obciążeń? – niemal krzyknąłem z wyrzutem.

- Kosztuje 70 złotych – odpowiedziała miła Pani – a to ważne na wypadek, gdyby stracił Pan pracę, czy zachorował i nie był w stanie spłacać kredytu.

Już miałem machnąć ręką i zapłacić, ale na szczęście zapytałem: czy wykup tego ubezpieczenia jest obowiązkowy? – Nie jest – przyznała miła Pani cichym głosem, bo zrozumiała, że dodatkowy zarobek wymyka się jej z rąk.

Żeby była jasność – nie mam nic przeciw ubezpieczaniu spłaty kredytu w niektórych sytuacjach. To naprawdę może być potrzebne. Ale ja uznałem, że przy tak stosunkowo małej kwocie pożyczanej na tak krótki okres, ryzyko mojej niewypłacalności jest bardzo małe. I rzeczywiście udało mi się uzyskać kredyt oprocentowany na zero procent. To cieszy, choć przecież wiem, że oprocentowanie zapłaci za mnie bankowi sieć handlowa i ona wliczy to sobie w ceny sprzedawanych wyrobów. Ale niech tam…

powrót drukuj